Czy powinniśmy unikać zarazków?

Okres jesienny to czas kiedy często łapiemy zarazki i katar, kaszel to coś normalnego. Zawsze się zastanawiałam co zrobić, aby chronić dzieciaki przed tym, żeby nie chorowały. Każdy rodzic chce najlepiej dla swoje dziecka, ale czy czasami po prostu nie przesadzamy? Czy nadmierna ochrona dziećmi przed infekcjami jest dla nich pomocna czy raczej szkodliwa?

Gość w dom – bóg w domu – czy oby na pewno?

Ostatnio przeczytałam wpis na jednym z blogów, który zainspirował mnie do napisania tego postu. Możecie go znaleźć tutaj. Autorka opisuje, że wyprosiła chorych gość od siebie w domu, ponieważ bała się, że dzieciaki mogą się zarazić (tak bardzo pokrótce). Oczywiście pod wpisem walka w komentarzach i krytyka rodziców przeziębionych dzieci, że nieodpowiedzialni, nierozsądni, że powinni siedzieć z dzieciakami w domu itp.

Moje doświadczenie…

Zacznę od tego, że jak moja córcia była malutka to zawsze panikowałam jak ktoś kaszlną lub miał katar nad nią. Raz się zdarzyło, prababcia przyszła z kuzynką, która nie chodziła do szkoły, bo była chora i oczywiście zaraziła moją córkę. Z tego zrobiło się zapalenie oskrzeli i byłam wściekła na babcię, na wszystkich, że tacy nie rozsądni i puszczają chore dziecko do niemowlaka. Ja sama nie zabieram nigdy chorych dzieci do rodziny tym bardziej maleństw albo uprzedzam, że jesteśmy podziębieni itp.

Jednak pamiętam, jak Karolcia była w żłobku to często miała katar i kaszel i nic więcej. Lekarka twierdziła, że to alergia, alergolog, że przeziębienie i bądź tu mądry. Ona czuła się dobrze, ale z nosa ciekło, a w żłobku patrzyli na mnie jak na wyrodną matkę. W końcu poprosiłam lekarza o zaświadczenie, że to katar alergiczny i nie czepiali się jej, a jej przeszło po jakimś czasie i nie łapała „alergicznego kataru”.

Z młodszym synem już nie tak nie panikowałam, bo jak masz dwoje dzieci i w tym jedno w przedszkolu to nie dasz rady izolować ich od siebie i chronić przed zarazkami i jego wczesne dzieciństwo obeszło się bez większych przeziębień.

Moje obserwacje na polskie standardy…

W Polsce z małym katarem rodzice lecą już do lekarza i jest antybiotyk i tydzień wyjęty z życia (w uproszczeniu). Wszędzie jest pełno reklam leków na wszystko. Policzcie kiedyś ile takich reklam jest w ciągu oglądania jednego serialu bądź filmu. Lek na to, lek na tamto itp. Oczywiście wszystko to jest nabijanie kasy na ludziach. Zapominamy o tym, że z wieloma rzeczami nasz organizm radzi sobie sam bądź możemy go wspomóc dobrą dietą. Tutaj oczekujemy, że dostaniemy specyfik i on w magiczny sposób nas wyleczy ;/ Zapominamy o tym, że np. na wirusy niema lekarstwa (czyli grypa, jelitówka) a nasz organizm musi sam to wyleczyć.

Natomiast w UK dopóki dziecko nie ma gorączki bądź wymiotuje ma obowiązek chodzić do szkoły. Nikt tam nie panikuje na katar, kaszel. Lekarz nie daje antybiotyku na katarek tylko jak już dziecko jest na prawdę chore. Oczywiście ma to swoje minusy (jest pełno przykładów), jednak ludzie podchodzą do tego bardziej na luzie i wydaje mi się, że dzieci mają szansę na zbudowanie własnej odporności i zbudować silny układ odpornościowy. Taki kontakt z zarazkami pozwala im na uodpornienie się na te „częste zarazki”, które przecież są wszędzie. Pozwala to, że dziecko później ma lekkie przeziębienie zamiast ostrej infekcji, bo jego układ odpornościowy potrafi radzić sobie z zarazkami.

Na koniec…

Oczywiście jak nasze dziecko ma gorączkę, leje mu się z nosa i słania nam się na rękach to czas kiedy musi wyleżeć i wyleczyć choróbsko. Natomiast nie panikujmy jak koło naszego dziecka przejdzie ktoś z katarem i pozwólmy budować dzieciakom ich własną odporność.

Źródło: http://chapmanhillpe.weebly.com/germs.html
Źródło: http://chapmanhillpe.weebly.com/germs.html

Leave a comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *