34 tydzień kolejna wizyta kontrolna

W tym tygodniu wypada już 34 tydzień ciąży, więc jest już coraz większa, a w dodatku dzieci dają się we znaki. Jak na grzeczną mamę przystało wybrałam się do poradni na kolejną wizytę. Oczywiście czekanie było dość długie, jednak byłam na to przygotowana (batonik w torebce, dobra gierka w telefonie). W tym tygodniu trafiłam do lekarza Pana Sławomira Świderskiego jest to ginekolog pracujący w szpitalu na Pomorzanach. Lekarz bardzo sympatyczny, przejęty i rzeczowy. Po wykonaniu badania lekarz zaproponował abym udała się do szpitala na kilka dni w celu obserwacji.

Swoją propozycję uzasadnił tym, że jedno z dzieci leży dosyć nisko przez co może nastąpić przedwczesny poród, a w szpitalu mogą przez kilka dni poobserwować częstotliwość oraz siłę skurczy, co z rozwarciem i ewentualnie szybko interweniować. Tutaj lekarz wspomniał również o możliwości podania sterydów, aby płuca dzieci rozwinęły się szybciej.

Strach i niechęć

Oczywiście kto lubi leżeć w szpitalu? Ja tego nie cierpię, ale moja decyzja była prosta tak pójdę do szpitala ze względu na dzieci. Na szczęście lekarz zaproponował, że mogę spokojnie jechać do domu spakować się i przygotować i wrócić do szpitala. Tak, więc wsiadłam w auto, telefon do męża. Ryczałam jak szalona, bo poprzedni razem jak mi mówili 2 -3 dni w szpitalu to skończyło się 2 tygodniami z zapaleniem płuc (pierwsza ciąża), a ja zawsze myślę o moich dwóch robaczkach, które mam w domu. Jak ja dam radę bez nich i jak mam ich zostawić. Po powrocie do domu ogarnęłam się, spakowałam, zostawiliśmy dzieci u mojej koleżanki i wyruszyliśmy do szpitala.

Zmiana dyżuru

Do szpitala trafiliśmy około 18 godziny. Z uśmiechem na twarzy podeszłam do izby przyjęć wręczyłam skierowania i od razu wzięto mnie do gabinetu. Pierwsze co powiedziała Pani doktor to, że w szpitalu nie ma miejsc i mam jechać do innego szpitala. Poczułam się jakbym dostała patelnią w twarz co?! To po to wybrałam ten szpital i przychodnię, żeby teraz jechać gdzieś indziej?! Co to to nie!!! Podłączyli mnie do KTG (badanie tętna dziecka wraz z zapisem ewentualnych skurczy) co w przypadku bliźniąt nie jest łatwe do wykonania. Po pierwsze często uciekają i zmieniają miejsce, dwa znalezienie ich serduszek wymaga niezłej wprawy. Po KTG poprosili, abym poczekała na zewnątrz. I trafiłam na zmianę dyżurów. Dobra rada: NIE WYBIERAJCIE SIĘ DO SZPITALA W TRAKCIE ZMIANY DYŻURU. Tak będziecie czekać, pierw aż jedni pójdą do domu, a potem aż Ci drudzy się ogarną. Przejrzą papiery itp. Czyli kolejna godzina czekania.

Jednak jest miejsce

W trakcie jak czekałam, stwierdziłam, że niech mąż jedzie do domu ogarnie dzieci, a ja jak coś będę wiedzieć będę dzwonić. Tak też zrobiliśmy, ja zostałam, a on pojechał. W międzyczasie zaczęłam pytać pozostałam innych ludzi jak długo czekają i się okazało, że jedna z Pani czeka od 8 rano na kartkę, żeby zawiozła ją do tego innego szpitala oddalonego o jakieś 30km. To była 8 wieczorem czyli ta Pani czekała 12h ;0 Druga Pani czekała wciąż na wizytę. W końcu po kolejnej godzinie czekania trafiłam do młodej lekarki (niestety nie zapamiętałam nazwiska), bardzo sympatyczna i przemiła. Była szczera i mówi, że cały oddział jest zajęty i nie ma gdzie mnie położyć. Ja jej tłumaczę, że wybrałam ten szpital, że nie chcę gdzie indziej i że nic się nie dzieje takiego, że mogę wrócić jutro. Lekarka powiedziała, że ok tylko wykona kilka badań jeszcze w tym USG i że muszę napisać oświadczenie, że idę do domu na własne ryzyko i że wrócę jutro. Oczywiście zgodziłam się.

USG

Podczas badania USG okazało się, że dzieci ważą już po 2kg 🙂 Jak to ostatnio powiedział lekarz mam w sobie 4 kg dzieci 😉 Po badaniu Pani doktor poleciała jeszcze na oddział i kiedy byłam gotowa wybrać się już do domu okazało się, że 3 miejsca się zwolniły i zostawią mnie w szpitalu ;/ Tak, więc około 22 godziny zostałam przyjęta na oddział. Wykonano badanie moczu i krwi. Dodatkowo zostało zlecone monitoring serca płodów co 2h. W pokoju byłam z 3 innymi paniami przy czym jedna tak chrapała, że praktycznie nie szło spać.

Nocka w szpitalu i do domu

Rano na pierwszą wizytę wpadło mnóstwo lekarzy i studentów. Zaproszono mnie na kolejne badanie. Tak po raz kolejny pokaż kotku co masz w środku. Podczas tego badania lekarze stwierdzili, że jak na 34 tydzień ciąży bliźniaczej moja szyjka jest super, że rozwarcie jest o wiele mniejsze niż to co stwierdzili na początku. Dzieci są na tyle duże, że jakby się teraz urodziły to już są w miarę bezpieczne i że będzie super jak jeszcze wytrzymam tydzień lub dwa. W dodatku powiedzieli, że spokojnie mogę iść do domu i ewentualnie muszę przyjechać jakby coś się działo. Tak, więc około 11 dostałam wypis do domu.

Burza w szklance wody

Oczywiście pierwsze moje odczucia, że po co mi tyłek zawracają z tym szpitalem?! Jednak myślę, że bardzo to doceniam, że lekarze dmuchają na zimne niż mieli by mnie zostawić bez opieki. Jestem wdzięczna za to, że sprawdzili, że wszystko jest ok i mogę posiedzieć w domu z myślą, że dzieci są bezpieczne 🙂

 

P.S. Teraz to już w ogóle muszę szybciej wszystko poprać i przygotować. Łóżeczka już stoją, i większość wyprawki też już przyszła. W przyszłym tygodniu zamawiam wózek 🙂 Na razie wszystkie nowe rzeczy trzymam jeszcze w worach foliowych, aby się nie kurzyło.

34 tydzień jak zwykle jest dobrze opisany tutaj.

34 tydzień brzuszek
Leżaczek do kąpieli
Szykujemy wyprawkę 🙂

Leave a comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *